Wysłany: 2011-05-07, 19:02 Co jeśli zimna fuzja rzeczywiście niedługo wchodzi na rynek?
U nas jest względnie cicho, ale media na całym świecie (np. Washigton Times, Teheran Times, Rai News, physorg) trąbią o tym że prawdopodobnie w tym październiku wchodzi na rynek tani, bezpieczny, niewielki generator produkujący prawie za darmo (np. cent/kWh) duże ilości energii - używający niklu jako paliwa (w gramach na rok), przetwarzając go w miedź.
Ciężko wierzyć że to coś więcej niż jakiś mega przekręt, ale może warto się zastanowić nad ewentualną gigantyczną zmianą w światowej sytuacji gospodarczo/politycznej jeśli to byłaby prawda - ropa, gaz błyskawicznie straciłyby na wartości, energia stałaby się prawie za darmo, koniec problemów z globalnym ociepleniem, odsalanie wody stałoby się opłacalne ... ale i straciłyby pracę setki tysięcy osób, pełno firm by zbankrutowało ...
Jak według Was rozwijałaby się sytuacja w takim hipotetycznym scenariuszu?
Jak zareagowaliby na to szejkowie, oligarchowie i inne potęgi dzisiejszej energetyki?
Rossi and Focardi’s paper on the nuclear reactor has been rejected by peer-reviewed journals, but the scientists aren’t discouraged. They published their paper in the Journal of Nuclear Physics, an online journal founded and run by themselves, which is obviously cause for a great deal of skepticism. They say their paper was rejected because they lack a theory for how the reaction works. According to a press release in Google translate, the scientists say they cannot explain how the cold fusion is triggered, “but the presence of copper and the release of energy are witnesses.”
Brzmi wiarygodnie jak cholera, już lecę kupować.
A gdyby jednak ktoś to faktycznie wynalazł? Zasadniczo żyć nie umierać - korzyści z darmowej energii aż trudno wymienić - tylko kraje żyjące z eksportu ropy zaliczyłyby malowniczą zapaść gospodarczą. Nie z dnia na dzień, bo zanim nowa technologia zdążyłaby się upowszechnić, minęłoby przynajmniej kilka lat, a zanim ropa stałaby się w ogóle niepotrzebna, pewnie dekady - miliony samochodów, samolotów, statków, agregatów prądotwórczych i innych maszyn na benzynę, to nie w kij dmuchał, nikt ich tak od razu nie wyrzuci. Jak by się rozwijała sytuacja, to zależy od tempa przemian i rozumu władców - w jednych państwach z konieczności ruszy modernizacja i demokratyzacja, w innych utrzymywanie na siłę status quo, dopóki kasa się nie skończy, a potem choćby potop.
Krótko mówiąc, parę rewolucji czy wojen domowych pewnie by wybuchło, ale ogólnie świat by się zmienił zdecydowanie na lepsze. Pytanie tylko, czy zimna fuzja jest w ogóle możliwa i wykonalna.
Co do patentu, to niedawno wydał im Włoski urząd patentowy.
Na przykład tutaj jest ciekawy artykuł z dyskusją ze sceptykami odnośnie części eksperymentalnej, na stronie LENR którą dołączyłem są namiary ok. 3500 prac (ok. 1400 peer-reviewed) około 2000 autorów (dr lub wyżej), którzy raportują że zaobserwowali nadmiarową energię, na przykład z US Navy.
Inny rodzaj argumentu na zimną fuzję to np. obserwowane znaczne ilości trytu w wulkanach - ma on czas połowicznego rozpadu 12.4 lat, czyli raczej musi być gdzieś na bieżąco tworzony ...
Ale zgadzam się że to wszystko brzmi zbyt rewolucyjnie żeby nie być sceptycznym.
Ogólnie się zgadzam z Twoją wypowiedzią (dostałbyś plusa gdyby tutaj były ).
Jeśli taki reaktor rzeczywiście by działał to jest to banalna konstrukcja (ołowiany boiler, pył niklowy i trochę elektroniki sterującej) - oprócz szybko powstających nowych fabryk, pewnie błyskawicznie w necie pojawiłyby się domowe sposoby i ruszyłaby masowa produkcja garażowa ...
Teoretyczna wydajność to odpowiednik ok. 1500l benzyny z 1g niklu - byłby to bardzo silny czynnik motywujący do szybkiej wymiany nawet silnika w samochodzie na taki generator plus trochę akumulatorów, ale w nieelektrycznym samochodzie to byłaby spora przeróbka.
Silniki statków są zwykle elektryczne i podłączone do dieslowskiego generatora - modernizacja byłaby dużo prostsza - Rossi obiecuje 1MW generator 2*2*3m o wadze 2-3tony (ciepła).
Dużo gorzej sytuacja wygląda z samolotami - chyba ciężko o elektryczny odpowiednik silnika odrzutowego.
A co do sytuacji politycznej - szejkowie, oligarchowie zdążyli zebrać trochę środków i wpływów - jaka mogłaby być ich reakcja na coś takiego?
Na południu mogłoby chyba kilka wojen wyniknąć? Na wschodzie pewnie by się przekwalifikowali, tylko na co?
Kilka lat temu w Australii komuś się udało opatentować koło, więc nie traktujmy patentów jak świętych certyfikatów - pracownicy urzędów patentowych to też ludzie.
elenorf napisał/a:
Inny rodzaj argumentu na zimną fuzję to np. obserwowane znaczne ilości trytu w wulkanach - ma on czas połowicznego rozpadu 12.4 lat, czyli raczej musi być gdzieś na bieżąco tworzony ...
Może i tak, ale w wulkanach jest raczej ciepło (niby nie aż tak, żeby wywoływać gorącą fuzję, ale może czegoś jeszcze nie wiemy), więc nie zakładałbym się, że to faktycznie zimna fuzja.
elenorf napisał/a:
A co do sytuacji politycznej - szejkowie, oligarchowie zdążyli zebrać trochę środków i wpływów - jaka mogłaby być ich reakcja na coś takiego?
Na południu mogłoby chyba kilka wojen wyniknąć? Na wschodzie pewnie by się przekwalifikowali, tylko na co?
Oligarchowie pewnie spokojnie by spieniężyli swoje przedsiębiorstwa i zajęli się czymś innym, kasę można zarabiać na różne sposoby, szczególnie jak się ma kilka miliardów gotówki na inwestycje. Szejkowie takiego luksusu by nie mieli, więc - jak już powiedziałem w poprzednim poście - albo by zaczęli modernizację i demokratyzację, albo "po nas choćby potop". W międzyczasie pewnie ostro by inwestowali w lobbing w najbogatszych państwach, żeby jak najbardziej spowolnić postępy nowej technologii, ale to by tylko nieco odsunęło nieuniknione.
Część państw naftowych jakoś by sobie poradziła, np. Zjednoczone Emiraty Arabskie już dzisiaj zarabiają na turystyce znacznie więcej niż na ropie (głównie dzięki Dubajowi), a Kuwejt czy Katar od dłuższego czasu ostrożnie się modernizują i rozwijają gałęzie gospodarki niezależne od wydobycia ropy. W Iranie mielibyśmy pewnie szybki upadek reżimu i demokratyzację, tylko w Arabii Saudyjskiej byłaby totalna katastrofa, bo gospodarka całkowicie zależna od ropy, prawo i układy społeczne ze średniowiecza, kraj prawie w całości pustynny i zbyt ludny, żeby żyć z samej Mekki i innych miejsc pielgrzymek... Spadek poziomu życia byłby skokowy, więc bez krwawych konfliktów by się pewnie nie obeszło, może nawet skończyłoby się na drugiej Somalii. Niestety, ale każda bańka kiedyś pęka, a tam ją sobie nadmuchali solidnie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach